niedziela, 20 kwietnia 2014

Rozdział 1
-Ola czy ty tu jesteś?
-Czy ty mnie słuchasz?
-Jesteś na lekcji, czy gdzieś indziej? Mi się wydaje, że ty jesteś tu tylko ciałem a duszą w swoim własnym świecie. - Narzekała pani od matmy chyba z 5 minut. Miała racja. Myślami nie byłam tu obecna. No cóż lekcje były zbyt nudne żebym wyraziła chęć zainteresowania. Szczerze mówiąc to dobrze, że chociaż sobie chwilę pomarudziła w ten sposób skróciła lekcje o jakieś kilka minut. Jej narzekanie i tak nie miało na mnie żadnego wpływu.
-Obudzisz się dziewczyno czy nie?!- znów zaczęła swoje wywody.
Wstałam z krzesła, spuściłam głowę w dół i wymamrotałam:
-Przepraszam.
-Dobrze, a teraz siądź i już uważaj. - Odpowiedziała.
Chciałam jak najszybciej zakończyć tą konwersację więc spojrzałam na nią i z przekonaniem odparłam:
-Oczywiście, proszę Pani.
Siadłam i patrzyłam się w jej stronę bez przerwy, chwilami chyba ją to już wkurzało, no ale co? Przecież tego chciała. Odpuściłam sobie na chwile, spojrzałam na zegarek i z zadowoleniem wyszeptałam:
-Jeszcze tylko 5 minut.
To by ł jedyny powód do radości, przynajmniej jak dla mnie. Przez całe te 5 minut wierciłam się na krześle i czekałam aż wreszcie zadzwoni ten zbawiciel, dzwonek i będę mogła wyjść z klasy. Nienawidziłam matematyki i chyba nawet nie byłam pod tym względem sama. Nasza klasa po prostu była bardziej humanistyczna. Wszyscy odliczaliśmy tylko sekundy do dzwonka na każdej lekcji matematyki. No może nie wszyscy, znalazłoby się kilka osób, które lubiły pisanie tych cyferek.
- No nareszcie, spadamy! - Wydarł się ktoś z ostatniej ławki, gdy zadzwonił dzwonek. Od razu poprawił mi się humor. Najszybciej jak tylko potrafiłam spakowałam książki do torby, założyłam ją na ramię, wsunęłam krzesło i bez dłuższego zastanawiania się opuściłam klasę. Niestety nie mogłam iść do domu. Miałam jeszcze kilka lekcji. Szłam przez długi, ciemny korytarz jak zwykle z głową pełną w chmurach. Od czasu, do czasu przywitałam się z kimś, jednak tych osób było niezwykle mało. Straciłam większość przyjaciół. Nieee, ja ich nie straciłam, ja ich chyba po prostu nigdy nie miałam. Tak, to brzmi lepiej. Miałam ludzi, którym myślałam, że mogę zaufać, miałam ludzi, którym myślałam, że mogę się wyżalić. Myślałam, że tacy ludzie zostaną ze mną i już mnie nie opuszczą. Jednak jak zwykle byłam naiwna. Dlaczego ja tak łatwo ufam innym? Dlaczego ja w ten sposób sama siebie ranie? Szukam towarzystwa, a pod koniec i tak zostaje sama, i tak już jest zawsze. Nie cierpię tej cholernej samotności. Nie mam pojęcia co ze sobą zrobić. Nie mam ochoty się ciągle włóczyć ale nie chcę też siedzieć sama w domu. Mhmmm no cóż mam nadzieję, że to wszystko się ułoży, tak z pewnością się ułoży. Muszę w to wierzyć, a na pewno się uda. Uśmiechnęłam się do małego chłopca, który przechodził właśnie obok mnie. Zmierzał on do sali anglojęzycznej. Poprawił mi się humor gdy na niego zwróciłam uwagę. Od razu mi lepiej. Teraz mam myśli pełne optymizmu. Nic nie jest w stanie mi już zepsuć dnia, tak myślę. Z uśmiechem na twarzy wkroczyłam do swojej sali. Mój optymizm i chęć poprawienia też innym humoru również okazywałam w sali.
-Lekcja minęła dość szybko. - Pomyślałam wychodząc z klasy. Takie lekcję to ja chcę ciągle. Nie wiem czy dlatego, ze uwielbiam język polski czy dlatego, że lubię nauczyciela od polskiego. No nic polski się już skończył, teraz zmierzałam tym długim korytarzem na wf. Nagle ekran mojego telefonu zaświecił się, wiedziałam, że w szkole zabronione jest jego używanie więc nie mogłam go teraz wyjąć. Pobiegłam szybko do toalety, zamknęłam się w niej i tam go wyciągnęłam z kieszeni. Okazało się, że aż sześć razy wydzwaniał ktoś do mnie o nieznanym mi numerze. Siedziałam tam kilka dobrych minut i próbowałam sobie przypomnieć ten numer, jednak moje starania  poszły na marne. Co to za numer? Czy to coś ważnego? Może oddzwonić? A może to tylko jakieś reklamy? A jak coś się stało? - Te myśli bez przerwy mnie dręczyły. Nie wiedziałam co robić, schowałam telefon i wyszłam. Nie miałam nikogo kto mógłby mi teraz doradzić. Musiałam znaleźć rozwiązanie sama. Musiałam się ogarnąć i dobrze zastanowić co z tym wszystkim zrobić. Jednak myśl, ze coś mogło się stać nie dawało mi spokoju. Kto to mógł być? Kto mógł do mnie tyle razy dzwonić? No nic, jeśli jeszcze raz zadzwoni, to z pewnością odbiorę. A co jak już nie zadzwoni? Ohhh, Boże tak bardzo nie wiem co robić. Mam nadzieję ze oddzwoni. Tak na pewno oddzwoni, pocieszałam sama siebie chyba z dwie minut.

sobota, 19 kwietnia 2014

PROLOG
I minął kolejny dzień. Kolejne 24 godziny. Znów jestem starsza, starsza o jedna dobę i pomyśleć, że jest mi już bliżej, bliżej o jeden dzień. Bliżej mi do końca. Życie to po prostu kilka takich chwil, jak ta. Kilka dobrych wspomnień, kilka zmartwień, kilka ładnych sukienek, kilka łez, kilka uśmiechów, kilka dobrych nut to wszystko nazywa się życiem. Jednak ja już czasem mam dość tej szarej monotonności. W kółko to samo. Bez przerwy. Czasem czuje się jak w jakimś filmie, który ciągle oglądam, znam każdą scenę na pamięć, a przede wszystkim znam zakończenie. Tak właśnie się czuję. Jeszcze do tego wszystkiego towarzyszy mi Déjà vu, ale to nieważne. Teraz myślałam tylko o tym żeby wrócić do domu, uciec do pokoju, wypłakać się, a potem udawać, że wszystko jest OK. Latarnie oświetlały mi drogę więc nie bałam się aż tak bardzo.
-Ola! - Nagle ktoś krzyknął.
Odwróciłam się i zobaczyłam bandę tych słodkich debilek. Nie miałam ochoty się wracać i do nich dołączać. Włożyłam słuchawki do uszu i jeszcze bardziej pogłośniłam muzykę. Podążając w rytmie ulubionych piosenek, szłam co raz szybciej. Byłam już dość daleko. Nie dogoniły by mnie. Nie wiem czy dlatego, ze były słabe z wf-u czy dlatego, że w szpilkach się trudno biega. Z resztą to nieważne. To już nieważne. Czasem lubiłam zamienić z nimi kilka słów, ale nie po tym co się stało. Od czasu kiedy się dowiedziałam, nie chciałam ich znać. Nie chciałam zadawać się z nimi jak również z ich psiapsiółkami. Wiecznie wtrącały mi się w życie. Próbowałam to znosić, ale ostatnio to już przegięły. Mogłyby po prostu zająć się swoim życiem i nie wpi*rdalać w moje! Czasami mogłyby docenić to co czuję. Nie, one potrafiły zgrywać tylko koleżaneczki kiedy byłam w pobliżu, a tak to obgadywały mnie bez przerw. Sorry, ale ja nie jestem taka głupia, żeby się w to nabierać. Ogółem zdaniem nauczycieli i osób dorosłych jestem zbyt dojrzała, co jak na mój wiek jest zastanawiające. Ja tam lubię siebie taką jaką jestem. Lubię mieć głowę pełna cytatów. Lubię czytać psychologiczne książki, ciekawostki i inne te bzdury. Nareszcie doszłam do domu, niestety z płaczem w oczach. Nie mogłam już wytrzymać, ale co tam przecież ja tylko kroiłam niewidzialną cebulę, a nie płakałam przecież ja nie mam uczuć. Szybko otarłam łzy szorstkim szalikiem, mam nadzieję, ze nikt nie widział. Otworzyłam drzwi, światło było zgaszone. Wszyscy spali. Wszyscy oprócz mnie. Patrząc na obraz pięknej Audrey Hepburn weszłam do swojego pokoju. Nie chciałam już płakać. Nie chciałam nic a ni nikogo. Po prostu siadłam na krześle i wpatrywałam się w białe ściany, huśtając się lekko. Siedziałam chyba już tak pół godziny. Widziałam wszystko idealnie ponieważ księżyc oświetlał każdy kąt mojego pokoju, a ja ciągle się bujałam i rozmyślałam o całej tej sprawie, o nich wszystkich a zwłaszcza o nim. Nie potrafiłam o nim zapomnieć. Nie wiem dlaczego ale zawsze pamiętałam o tych, których najbardziej chciałam wymazać z pamięci, a akurat moja głowa zawsze była zapchana nim. Myślałam o nim częściej niż o oddychaniu. Każdy wiedział, że tak jest, że ciągle o nim myślę. Jednak nikogo aż tak bardzo to nie interesowało, jak te lale. One uwielbiały mnie jeszcze bardziej przygnębiać i martwic. Były bez przerwy złośliwe i wredne. Raz się tak zdenerwowałam, że pobiłam się z tymi tapeciarami. Myślałam, że to pomoże, jednak nic z tego. Na szczęście nic mi się nic nie stało, moje kąciki ust uniosły się lekko w górę. Ohhh mam nadzieję, że im też. Nie, ta myśl nie była szczera, na mojej twarzy właśnie pojawił się uśmieszek. No dobraaa, jeśli mam się przyznać, to porostu skopałam je glanami. Tak wiem to wcale nie jest zabawne i nie powinnam się teraz śmiać, ale gdyby ktoś oprócz mnie widział ich miny... chociaż nie może dobrze, że tam nikogo nie było, mogłyby wołać o pomoc, a tak nie miały kogo błagać. Z resztą to one zaczęły. Ehhh to i tak już nie ma znaczenia, przynajmniej teraz. Dziś już mam dość tych laluni, nawet mam dość rozmyślania o nich. Teraz chcę już tylko iść spać. Nawet bez umycia, tak wiem jestem nie porządna, jak to mówi moja Mama. Szczerze? Mam to gdzieś. Zrzucając bałagan z łóżka, przykryłam się kołdrą i zasnęłam.