Rozdział 1
-Ola czy ty tu jesteś?
-Czy ty mnie słuchasz?
-Jesteś na lekcji, czy gdzieś indziej? Mi się wydaje, że ty jesteś tu tylko ciałem a duszą w swoim własnym świecie. - Narzekała pani od matmy chyba z 5 minut. Miała racja. Myślami nie byłam tu obecna. No cóż lekcje były zbyt nudne żebym wyraziła chęć zainteresowania. Szczerze mówiąc to dobrze, że chociaż sobie chwilę pomarudziła w ten sposób skróciła lekcje o jakieś kilka minut. Jej narzekanie i tak nie miało na mnie żadnego wpływu.
-Obudzisz się dziewczyno czy nie?!- znów zaczęła swoje wywody.
Wstałam z krzesła, spuściłam głowę w dół i wymamrotałam:
-Przepraszam.
-Dobrze, a teraz siądź i już uważaj. - Odpowiedziała.
Chciałam jak najszybciej zakończyć tą konwersację więc spojrzałam na nią i z przekonaniem odparłam:
-Oczywiście, proszę Pani.
Siadłam i patrzyłam się w jej stronę bez przerwy, chwilami chyba ją to już wkurzało, no ale co? Przecież tego chciała. Odpuściłam sobie na chwile, spojrzałam na zegarek i z zadowoleniem wyszeptałam:
-Jeszcze tylko 5 minut.
To by ł jedyny powód do radości, przynajmniej jak dla mnie. Przez całe te 5 minut wierciłam się na krześle i czekałam aż wreszcie zadzwoni ten zbawiciel, dzwonek i będę mogła wyjść z klasy. Nienawidziłam matematyki i chyba nawet nie byłam pod tym względem sama. Nasza klasa po prostu była bardziej humanistyczna. Wszyscy odliczaliśmy tylko sekundy do dzwonka na każdej lekcji matematyki. No może nie wszyscy, znalazłoby się kilka osób, które lubiły pisanie tych cyferek.
- No nareszcie, spadamy! - Wydarł się ktoś z ostatniej ławki, gdy zadzwonił dzwonek. Od razu poprawił mi się humor. Najszybciej jak tylko potrafiłam spakowałam książki do torby, założyłam ją na ramię, wsunęłam krzesło i bez dłuższego zastanawiania się opuściłam klasę. Niestety nie mogłam iść do domu. Miałam jeszcze kilka lekcji. Szłam przez długi, ciemny korytarz jak zwykle z głową pełną w chmurach. Od czasu, do czasu przywitałam się z kimś, jednak tych osób było niezwykle mało. Straciłam większość przyjaciół. Nieee, ja ich nie straciłam, ja ich chyba po prostu nigdy nie miałam. Tak, to brzmi lepiej. Miałam ludzi, którym myślałam, że mogę zaufać, miałam ludzi, którym myślałam, że mogę się wyżalić. Myślałam, że tacy ludzie zostaną ze mną i już mnie nie opuszczą. Jednak jak zwykle byłam naiwna. Dlaczego ja tak łatwo ufam innym? Dlaczego ja w ten sposób sama siebie ranie? Szukam towarzystwa, a pod koniec i tak zostaje sama, i tak już jest zawsze. Nie cierpię tej cholernej samotności. Nie mam pojęcia co ze sobą zrobić. Nie mam ochoty się ciągle włóczyć ale nie chcę też siedzieć sama w domu. Mhmmm no cóż mam nadzieję, że to wszystko się ułoży, tak z pewnością się ułoży. Muszę w to wierzyć, a na pewno się uda. Uśmiechnęłam się do małego chłopca, który przechodził właśnie obok mnie. Zmierzał on do sali anglojęzycznej. Poprawił mi się humor gdy na niego zwróciłam uwagę. Od razu mi lepiej. Teraz mam myśli pełne optymizmu. Nic nie jest w stanie mi już zepsuć dnia, tak myślę. Z uśmiechem na twarzy wkroczyłam do swojej sali. Mój optymizm i chęć poprawienia też innym humoru również okazywałam w sali.
-Lekcja minęła dość szybko. - Pomyślałam
wychodząc z klasy. Takie lekcję to ja chcę ciągle. Nie wiem czy dlatego, ze uwielbiam język polski czy dlatego, że lubię nauczyciela od polskiego. No nic polski się już skończył, teraz zmierzałam tym długim korytarzem na wf. Nagle ekran mojego telefonu zaświecił się, wiedziałam, że w
szkole zabronione jest jego używanie więc nie mogłam go teraz wyjąć. Pobiegłam
szybko do toalety, zamknęłam się w niej i tam go wyciągnęłam z kieszeni.
Okazało się, że aż sześć razy wydzwaniał ktoś do mnie o nieznanym mi numerze.
Siedziałam tam kilka dobrych minut i próbowałam sobie przypomnieć ten numer,
jednak moje starania poszły na marne. Co
to za numer? Czy to coś ważnego? Może oddzwonić? A może to tylko jakieś
reklamy? A jak coś się stało? - Te myśli bez przerwy mnie dręczyły. Nie
wiedziałam co robić, schowałam telefon i wyszłam. Nie miałam nikogo kto mógłby
mi teraz doradzić. Musiałam znaleźć rozwiązanie sama. Musiałam się ogarnąć i
dobrze zastanowić co z tym wszystkim zrobić. Jednak myśl, ze coś mogło się stać
nie dawało mi spokoju. Kto to mógł być? Kto mógł do mnie tyle razy dzwonić? No
nic, jeśli jeszcze raz zadzwoni, to z pewnością odbiorę. A co jak już nie zadzwoni? Ohhh, Boże tak bardzo nie wiem co robić. Mam nadzieję ze oddzwoni. Tak na pewno oddzwoni, pocieszałam sama siebie chyba z dwie minut.